24 listopada 2017

Thor: Ragnarok

Tytuł: Thor: Ragnarok
Gatunek: Fantasy, Przygodowy
Czas trwania: 2h 10min
Premiera: 25 Października 2017 
Reżyseria: Taika Waititi
Scenariusz: Craig Kyle, Christopher Yost, Eric Pearson
Produkcja: USA
Ocena: 7,5/10

Opis:

Wiem, co sobie myślicie. Jak do tego doszło? To już trzecia odsłona Thora syna Odyna, który dokłada kolejną cegiełkę do uniwersum Marvela. Zamyka w ten sposób pewien rozdział, którego zwieńczeniem będzie Avengers. Thor po raz kolejny musi zmierzyć się z przeciwnościami losu, stawić czoła wrogom oraz uratować świat przed zagładą.


Recenzja:

Dzierżyć go będzie ten kto godzien - mówił Odyn do młoteczka. A co w przypadku, gdy tego młoteczka już nie ma?
Asgard, ojczysta kraina naszego bohatera, której grozi niebezpieczeństwo (tytułowy Ragnarok), została pozostawiona całkowicie bez opieki. Thor był na ziemi, Odyna wykurzył Loki, a Loki podszywając się pod Odyna korzystał z dobrodziejstw jakie przysługują władcy, niezbyt przejmując się losem poddanych. Wszystko to trwa do czasu dopóty, dopóki nie pojawia się zagrożenie, którego nikt się nie spodziewał. Chcąc zasięgnąć porady, Thor musiał odnaleźć ojca, a pomóc w tym może tylko Loki. Bohaterowi przychodzi zmierzyć się z Helą (Boginią Śmierci), stawić czoła Hulkowi (koledze z pracy), czyli... po prostu dzień pełen wrażeń.


Słoneczko schodzi już bardzo nisko - Thor czy już bardziej Strażnicy z Galaktyki? Bardzo mnie zaskoczył sposób w jaki twórcy podeszli do tej produkcji. Nawiązując do poprzednich części, Thor zdawał się być może nie tyle mroczny, co inteligentniejszy i poważniejszy niż ten, którego miałem okazję zobaczyć w Ragnaroku. Akcja odbywa się w kilku miejscach, w każdej lokacji dostajemy potężną dawkę humoru - spotkamy może z dwie rozsądniejsze sceny, ale prędzej czy później i one zostają obrócone w żart. Humor nie jest wygórowany, potrafi rozbawić, aczkolwiek sprawił on, że Thor wychodzi na postać niezbyt ogarniętą, typową blondynkę w wersji męskiej. Osobiście mnie to nie przeszkadzało, produkcja jest przecież nastawiona na rozrywkę i rolę tę spełniła znakomicie.


Pomijając fakt rozrywki jakiej doświadczamy, nie zapomniano również o scenariuszu. Historia jest prosta i nie wymaga od widza głębszych przemyśleń. Mówią, że w prostocie siła, mogę się z tym zgodzić (przynajmniej w tym przypadku). Wszystko zostało przedstawione w sposób poprawny, całość była spójna i powiązana z resztą uniwersum. Widz jest prowadzony za rączkę, także nie ma możliwości, by przegapił detale, wskazówki, które są wręcz pokazywane palcem, aby przypadkiem nam nie umknęło.


Statki kosmiczne, bitwy, różne światy wszystko było jednolite i na bardzo wysokim poziomie, choć przy tym budżecie i dzisiejszych czasach, to już nikogo nikogo nie dziwi. Efekciarsko! Efekciarsko! i jeszcze raz Efekciarsko! Panowie od CGI bardzo się postarali. Ścieżka dźwiękowa podchodzi pod elektronikę lat 80, co zdaje się być ukłonem w stronę starszej publiczności. Mimo, że osobiście taki stary nie jestem to ucieszyłem się, gdy usłyszałem dźwięki dawnych lat. Duża dbałość o szczegóły w dziedzinie charakteryzacji, nie obyło się bez kilku mniejszych wpadek i jednej komicznej (ale to sami zobaczycie).



Podsumowując Thor: Ragnarok ma okazję stać się jednym z najbardziej kasowych filmów tego roku, o ile już to nie nastąpiło. Od samego początku jesteśmy bombardowani humorem, śmiesznymi żarcikami, czasem i sucharami. Historia jest ciekawa, przedstawione nam są kolejne elementy układanki, które zamykają nam pewien etap przed nadejściem Infinity War. Pod względem wizualnym nie ma się do czego przyczepić, jest na czym oko zawiesić i tu nie tylko o efektach mowa. Muzyka dobrze komponuje się z aktualnymi wydarzeniami na ekranie, nie męczy natrętnie, co często zaburza odbiór męcząc widownie. 

Ciężko recenzować coś, co jest tak podobne do siebie, nie dostaniemy tu świeżości jak w Iron Manie czy Avengers. Marvel idzie swoimi przetartymi schematami które jak widać się sprawdzają i generują przychód. Thor: Ragnarok dostarcza wiele pozytywnych wrażeń, a z sali kinowej wyjdziemy z uśmiechem na ustach. Dla fana pozycja obowiązkowa, ale i dla osób, które nie mieły jeszcze styczności z kanonem również polecam.